- By admin
- 12 lutego 2026
- Kosmetyki naturalne
- Comments:1
Widzisz go niemal na każdym kroku: uroczy króliczek, przekreślona sylwetka myszki lub dumny napis „Cruelty-Free”. Dla wielu z nas to kluczowy argument przy zakupie kremu czy serum. Ale czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego na niektórych opakowaniach ten claim widnieje, a na innych go brakuje – mimo że oba produkty stoją na tej samej półce w polskiej drogerii?
Dziś, w 2026 roku, świadomość konsumencka jest wyższa niż kiedykolwiek, ale wraz z nią rośnie szum informacyjny. Czas rozłożyć claim „nietestowane na zwierzętach” na czynniki pierwsze, zaglądając do unijnych paragrafów i wytycznych Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego (PZPK). Spoiler: rzeczywistość jest bardziej skomplikowana (i optymistyczna!) niż mogłoby się wydawać.
Wielki ban, czyli co mówi prawo w Polsce i UE?
Zacznijmy od fundamentów, bo to one determinują, co wolno napisać na etykiecie. Jako mieszkańcy Unii Europejskiej żyjemy w obszarze o najbardziej restrykcyjnym prawie kosmetycznym na świecie. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 to nasza „biblia” bezpieczeństwa.
Oto kluczowe daty, które zmieniły wszystko:
2004 r. – całkowity zakaz testowania gotowych produktów kosmetycznych na zwierzętach na terenie UE.
2009 r. – zakaz testowania składników kosmetycznych (z pewnymi wyjątkami dotyczącymi toksyczności dawki powtarzalnej).
2013 r. – całkowity zakaz wprowadzania do obrotu kosmetyków, których składniki były testowane na zwierzętach, bez względu na to, gdzie te testy wykonano.
Wniosek? Od 11 marca 2013 roku każdy kosmetyk, który legalnie kupujesz w Polsce – czy to luksusowy krem z myresolu.com, czy budżetowy żel pod prysznic z marketu – z mocy prawa nie może być testowany na zwierzętach.
Dlaczego claim „Nietestowane na zwierzętach” budzi kontrowersje?
Skoro od ponad dekady testy są nielegalne, to dlaczego marki wciąż o tym piszą? Tu wkraczamy na pole bitwy między marketingiem a prawem.
Zgodnie z Rozporządzeniem Komisji (UE) nr 655/2013, które określa wspólne kryteria dotyczące oświadczeń stosowanych w odniesieniu do produktów kosmetycznych, claimy nie mogą wprowadzać w błąd. Jedną z kluczowych zasad jest zgodność z przepisami prawa.
„Oświadczenia, które stwarzają wrażenie, że produkt posiada szczególną korzyść, podczas gdy korzyść ta polega jedynie na spełnieniu minimalnych wymogów prawnych, są niedozwolone”.
W wolnym tłumaczeniu: pisanie na wodzie mineralnej, że jest „bez kalorii”, albo na kosmetyku w UE, że jest „nietestowany na zwierzętach”, to tzw. marketingowy pleonazm. Sugeruje on konsumentowi, że dany produkt jest „lepszy” lub „bardziej etyczny” od konkurencji, która takiego napisu nie posiada – podczas gdy konkurencja po prostu przestrzega prawa bez chwalenia się tym.
Stanowisko Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego (PZPK)
Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego od lat stoi na straży transparentności. Według wytycznych PZPK, nadużywanie claimu „Cruelty-Free” może być uznane za czyn nieuczciwej konkurencji. Związek podkreśla, że przemysł kosmetyczny zainwestował miliardy euro w metody alternatywne (testy in vitro, modele komputerowe), więc sugerowanie, że branża wciąż „potajemnie” testuje, uderza w rzetelnych producentów.
Czy króliczek na opakowaniu to kłamstwo?
Nie do końca. Istnieje furtka, która pozwala na używanie takich oznaczeń, ale jest ona bardzo wąska. Art. 20 ust. 3 Rozporządzenia 1223/2009 mówi, że producent może zamieścić informację o nietestowaniu na zwierzętach tylko wtedy, gdy:
Ani on, ani jego dostawcy nie przeprowadzili żadnych testów na zwierzętach dla gotowego produktu lub jego składników.
Nie wykorzystano żadnych danych z testów przeprowadzonych przez inne podmioty w celu opracowania nowych produktów kosmetycznych.
W praktyce oznacza to, że jeśli marka chce legalnie używać logo Leaping Bunny czy PETA, musi udowodnić, że jej cały łańcuch dostaw jest wolny od testów nawet w celach pozakosmetycznych (co bywa trudne ze względu na rozporządzenie REACH, o którym za chwilę).
Ciemna strona mocy: REACH i rynek chiński
Dlaczego temat wciąż wraca jak bumerang w 2026 roku? Przez dwie główne przeszkody:
1. Rozporządzenie REACH
To unijne prawo dotyczące chemikaliów. Czasem ECHA (Europejska Agencja Chemikaliów) wymaga testów na zwierzętach dla substancji, które są używane masowo w przemyśle (nie tylko w kosmetykach), aby zapewnić bezpieczeństwo pracownikom fabryk lub ochronę środowiska. Tworzy to paradoks: składnik jest „nietestowany jako kosmetyk”, ale „testowany jako substancja chemiczna”.
2. Eksport do Chin
Przez lata Chiny wymagały testów na zwierzętach dla wszystkich importowanych kosmetyków. W 2021 roku przepisy te poluzowano (dla tzw. kosmetyków „ogólnych”), a w 2026 roku sytuacja jest jeszcze lepsza, jednak marki obecne na tamtejszym rynku wciąż muszą przechodzić przez gęste sito biurokracji, co dla wielu organizacji prozwierzęcych dyskwalifikuje je z miana „Cruelty-Free”.
Jak kupować etycznie?
Jeśli zależy Ci na dobrostanie zwierząt, nie musisz szukać tylko produktów z certyfikatami. Oto jak czytać rynek w 2026 roku:
– Zaufaj europejskiemu prawu: Jeśli produkt jest wyprodukowany i zarejestrowany w UE (jak te na www.myresolu.com), masz pewność, że proces jego powstawania nie obejmował cierpienia zwierząt.
– Weryfikuj marki globalne: Jeśli marka jest dostępna w Chinach, sprawdź, czy korzysta z nowych procedur omijających testy (tzw. pre-market testing exemption).
– Wybieraj transparentność: Szukaj marek, które otwarcie piszą o swoich dostawcach i metodach badawczych (np. testach na sztucznej skórze).
Czy warto przepłacać za „króliczka”?
W 2026 roku claim „nietestowane na zwierzętach” to bardziej manifest filozofii marki niż informacja o unikalnej cechach produktu. Wszystkie kosmetyki w Polsce są wolne od okrucieństwa (cruelty-free) z definicji prawnej. W myRésolu wierzymy, że edukacja jest najważniejszym składnikiem pielęgnacji. Zamiast gonić za marketingowymi sloganami, warto postawić na składy, które działają, i na marki, które szanują prawo bez zbędnego szumu.